San Antonio odrabia część strat
Jeszcze przed dwoma dniami Victor Wembanyama złym podaniem umożliwił drużynie Knicks wyjście na prowadzenie w ostatnich minutach, co ostatecznie zakończyło się triumfem. Dziś Francuz wyszedł odmieniony, stając się główną gwiazdą na parkiecie. Lider drużyny przyjezdnych zdobył 32 punkty i 8 zbiórek. San Antonio Spurs w trzecim spotkaniu pokonali New York Knicks 115:111.
Gdyby Nowojorczycy ponownie triumfowali, należy powiedzieć otwarcie – koszykarze z Teksasu byliby pod ścianą. A tak pojawiła się przestrzeń, aby wrócić do gry i przed własną publicznością wygrać finały NBA. Jednak przed nimi daleka droga. Póki co zdołali wygrać pierwsze spotkanie.
Po udanym początku, gospodarze odpowiedzieli ze zdwojoną siłą w drugich dwunastu minutach. Przez całą odsłonę Knicks zdobyli 42 punkty, nie trafiając wyłącznie pięciu rzutów. Do przerwy schodzili, prowadząc z wynikiem 64:57. Kolejne minut stały pod znakiem Spurs, którzy w trzeciej odsłonie poprawili skuteczność. W decydującą odsłonę obie ekipy nie zaprezentowały dobrego poziomu jeżeli chodzi o celność. Knicks trafili 7/27 z gry, gdy po drugiej stronie goście oddali 21 prób, trafiając zaledwie sześć.
Wbrew bliskiemu wynikowi koszykarze z San Antonio mieli przewagę więcej niż jednego posiadania. Nadzieję gospodarzy wskrzesił Ogugua Anunoby, który w ostatnich sekundach trafił zza łuku. Brytyjczyk zniwelował straty do dwóch „oczek” (111:113). Jednak rywale potrafili utrzymać piłkę wystarczający czas, aby wywalczyć rzuty wolne. Te wykorzystał Stpehon Castle, dając czteropunktowe zwycięstwo.
Debiut w finałach play-off zaliczył Jeremy Sochań. Ciężko mówić o jakiejkolwiek grze, ponieważ Polak pojawił się na 10 sekund. Pełne statystyki dostępne na oficjalnej stronie NBA. Czwarty pojedynek drużyn za dwa dni na Madison Square Garden.
______________________________
New York Knicks 111:115 San Antonio Spurs | 22:33; 42:24; 27:35; 20:23








