Tottenham stracił dwa punkty w doliczonym czasie
Czy punkt w starciu z Brighton w towarzystwie zaistniałych okoliczności to sukces czy rozczarowanie? Gracze Roberto De Zerbiego znajdują się w położeniu, w którym każda zdobycz wydaje się być na wagę złota. Jednak przez niecałe dwadzieścia minut piłkarze z północnego Londynu mieli w rękach diament. Tottenham dwukrotnie zdołał wychodzić na prowadzenie, ale rywale dwukrotnie potrafili wyrównać. A co za tym idzie na stadionie gospodarzy po ostatnim gwizdku na tablicy wyników widniał wynik 2:2.
Perspektywa trzech punktów dla „Kogutów” pojawiła się za sprawą Pedro Porro. Wahadłowy idealnie zgrał się z Xavim Simonsem, który posłał idealnie wymierzone dośrodkowanie na głowę Hiszpana. Holender kilka minut później stanął przed dogodną sytuacją, aby umocnić Tottenham na prowadzeniu. Jednak strzał trafił w słupek. Kolejnych sytuacji bramkowych nie brakowało, czego dowodem było wyrównanie jeszcze przed przerwą. Dośrodkowanie Pascala Grossa wykończył Kaoru Mitoma uderzeniem z pierwszego kontaktu.
Xavi Simons robił co mógł, aby zapewnić ekipie ponowne prowadzenie. Udała mu się ta sztuka w 77′ minucie strzałem z dystansu z krawędzi pola karnego. Doliczony czas dodatkowo mobilizował ekipę Brighton, bowiem drugie trafienie również padło w na krótko przed gwizdkiem sędziego. Brighton konstruowali akcję w polu karnym, gdy piłka została dostarczona pod nogi Georginio Ruttera. Francuz bez wahania oddał mocny strzał, trafiając tuż pod poprzeczkę.
Gdyby Tottenham wytrzymałby bez straty gola przez cztery kolejne minuty opuściłby strefę spadkową. Jednakże dwa punkty stracone w ostatnich minutach sprawiają, że drużyna pozostaje w dolnej trójce. Sąsiadujący West Ham zmierzy się z Crystal Palace, a Nottingham Forest z Burnley.
__________________
Tottenham 2:2 Brighton | 39′ Pedro Porro; 45+3′ Kaoru Mitoma; 77′ Xavi Simons; 90+5′ Georginio Rutter







