Legia miała trudny początek
Podopieczni Heiko Rannuli po nieznacznej porażce w Lidze Mistrzów przystąpili do rywalizacji w na polskim gruncie m.in bez Andrzeja Pluty oraz Jayvona Gravesa. Niezależnie od niepełnego składu koszykarze Legii byli rozpatrywani jako dzisiejszy faworyt warszawskiego starcia. Gospodarze w siedmiu spotkaniach ponieśli zaledwie jedną porażkę, przodując w tabeli Orlen Basket Ligi. Zawodnicy Dzików nie mogą mówić o tak korzystnym bilansie, bowiem przez siedem kolejek wygrali trzy mecze.
Jednak początek spotkania dał wrażenie, że sytuacja w tabeli jest zupełnie odwrotna. Pierwsze 10 minut Legia Warszawa zagrała mocno poniżej oczekiwań, przegrywając kwartę. W niekorzystnym świetle drużynę stawiała niska skuteczność i mnogość strat. Gospodarze z czternastu rzutów z gry trafili zaledwie cztery, przy tym notując 0/7 zza linii 6,75.
Choć Dziki również nie brylowały z dystansu, ich gra z pomalowanego przynosiła efekty. Ponadto osiem straconych piłek umożliwiły im możliwość ponownego kreowania akcji lub inicjacji kontrataku w zależności od okoliczności. Grzegorz Kamiński rzutem spod kosza zakończył kwartę wyprowadzając ekipę gości na ośmiopunktowe (20:12) prowadzenie.
Dziki lepsze w Warszawie
Po wznowieniu gry na boisko wróciła ofensywna Legia, która przez poprzednie spotkania wypracowała sobie pozycję lidera. Mistrzom Polski udało się odrobić znaczną część strat, schodząc po pierwszej połowie ze zdobyczą mniejszą o dwa punkty. Swoje minuty należycie wykorzystali Ojārs Siliņš oraz Benjamin Shungu. Obaj zawodnicy zdobyli łącznie 18 „oczek”. Łotewski skrzydłowy dopisał do dorobku drużyny trzy celne rzuty zza łuku, czyli taką samą wartość co amerykański rozgrywający.
Shungu na inaugurację trzeciej odsłony meczu skutecznym wjazdem pod kosz sfinalizował odrobienie strat. Po jego trafieniu Legia po raz pierwszy od początku spotkania doprowadziła do remisu (42:42). W kolejnych minutach gospodarze skutecznie budowali przewagę. Dotychczasową największą różnicę Dziki poczuły, przegrywając 59:68. Za sprawą celnej próby Michała Kolendy Legia mocno zbliżyła się w kierunku wygranej. Jednakże początek kwarty ponownie zmienił oblicze derbów.
Przez 3,5 minuty Dziki popisały się serią 10-0. Landrius Horton po zdobytych punktach z pomalowanego ponownie wyprowadził ekipę gości na prowadzenie (71:70). Legia zdołała opłacić się rywalom, zdobywając sześć „oczek” z rzędu. W ostatnich minutach atmosfera na hali na Bemowie. Każda strata i każdy rzut niosły za sobą większe konsekwencję. Zwycięstwo w końcówce umożliwiła postawa Hortona. Amerykanin na 45 sekund przed końcem trafił zza łuku, chwilę później dorzucając celny osobisty. Legia miała okazję, aby doprowadzić do dogrywki. Jednakże Hengun w ostatniej akcji zagrał podanie do rywali, którzy zainicjowali kontrę na koniec spotkania. Pełne statystyki dostępne na stronie plk.pl.
_______________________
Legia Warszawa 79:84 Dziki Warszawa | 12:20; 28:22; 28:19; 11:23







