Derby Trójmiasta i koniec serii. Arka Gdynia lepsza na północy

Awatar Dawid Kwiatkowski

Przez sporą część spotkania był niewidoczny, a w najważniejszym momencie zrobił to co do niego należało. Courtney Ramey, zdobywając punkty w końcówce spotkania był jednym z decydujących ogniw o ostatecznym przebiegu spotkania. Arka Gdynia w derbach Trójmiasta pokonała Trefl Sopot 85:83.

Arka Gdynia wygrywa derby Trójmiasta!

Rywalizacja ekip z Trójmiasta od wielu lat koncentruje uwagę polskiego, koszykarskiego świata. Przed dzisiejszym spotkaniem w lepszej sytuacji była ekipa Trefla Sopot. Koszykarze Mirko Larkasa przez pięć kolejek były jedną z dwóch niepokonanych drużyn koło warszawskiej Legii.

Arka Gdynia zaś z bilansem 3-2 plasowała się na 8. pozycji. Dziś koszykarze z Gdyni udowodnili, że derby rządzą się swoimi prawami. Podopieczni Mantasa Ceusnaskisa zdetronizowali liderów PLK, wygrywając pojedynek z odwiecznymi rywalami.

 

Sopocianie z lepszym rozpoczęciem

Zawodnicy rozpoczęli derby Trójmiasta bardzo chaotycznie. Każda z ekip już od początku chciała przejąć inicjatywę na boisku, lecz niekiedy wiązało się to z nieskutecznością obu drużyn. Punkty dla ekip zdobywali najpierw wysocy zawodnicy. Mikołaj Witliński otworzył licznik dla Trefla Sopot, a Einaras Tubutis spod kosza doprowadził do błyskawicznego wyrównania (2:2).

Bardzo szybkie tempo meczu uniemożliwiało na dokładne wypracowanie pozycji. Przysłowiową strzelnice rozpoczął Jakub Schenka. Dzięki trafieniu Polaka Sopocianie wyszli na trzypunktowe prowadzenie. Przez połowę kwarty gospodarze grali jako drużyna narzucająca tempo gry. Po raz pierwszy goście przejęli przewagę po trafieniu Kamila Łączyńskiego. Rozgrywający wypatrzony przez kolegę z drużyny wyprowadził po raz pierwszy Arkę Gdynia na prowadzenie (13:11).

Trefl Sopot przez kolejne minuty potrafił utrzymać przewagę jednego posiadania. Koszykarze zyskali pewność siebie, wychodząc na prowadzenie 23:16. Witliński celnym lay-upem umocnił ekipę jak jeszcze się nie udało w tym spotkaniu. Jednakże ostatnie minuty należały do Arki. Z siedmiopunktowej straty Arka po buzzer-beaterze Mike’a Okauru zniwelowały straty do jednego „oczka” (23:22).

 

Arka Gdynia kończy połowę na prowdzeniu

Po straconym koszu na sam koniec kwarty gospodarze wyszli na drugą tercję, mocno naciskając swoich rywali. Koszykarze Trefla rozpoczęli kwartę od dwóch celnych koszy, które uwarunkowane były dobrą defensywą. Najpierw Witliński dołożył kolejną cegiełkę spod kosza, a w następnej akcji Raymond Cowels po przejęciu piłki indywidualnie sfinalizował kontrę.

Krajobraz przez nieskuteczność gospodarzy uległ zmianie. Sopocianie z dwudziestu rzutów z gry sukcesem wykończyli jedynie pięć. Wydawało się, że Trefl ponownie ma wszelkie sposobności, aby zbudować kolejną solidną przewagę. Cowels, który zakończył pierwszą połowę z 9. pkt na koncie po celnym rzucie zza łuku zmienił wynik na tablicy wyników do stanu 33:24. Jednakże podobnie jak w poprzedniej odsłonie Gdynianie potrafili dogonić rywali. Odzyskanie korzystnego wyniku (37:36) stało się możliwe za sprawą Okauru, który skutecznie przymierzył zza łuku.

Arka odskakuje

Dziewięć zmian prowadzenia w przez dziewięć minut, co daje zmianę ekipy z przodu średnio co minutę. Rywalizacja na Ergo Arenie po rozpoczęciu drugiej połowy weszła na kolejny poziom. Kwarta rozpoczęła stratą Sopotu, którą momentalnie wykorzystała Arka Gdynia. Za sprawą Jakuba Garbacza goście powiększyli prowadzenie do pięciu (37:42) „oczek”.

Po stronie gospodarzy kapitalny początek zaliczył Jakub Schenk. Reprezentant Polski w pierwszych minutach, trwającej tercji dołożył osiem punktów do dorobku drużyny. Gdy znalazł miejsce na, aby wjechać pod kosz, rzutem z dwutaktu ponownie dał prowadzenie (47:46) gospodarzom. Goście przerwali serię zmian wyniku po rzucie Luke’a Barretta. Choć rzuty osobiste Kacinasa zdołały zniwelować do pięciu punktów (57-62), z przodu zostali Gdynianie.

 

Pachniało dogrywką, ale na posterunku znalazł się Ramey

Bardzo mocne otwarcie czwartej kwarty Arki Gdynia umożliwiło powiększenie przewagi do dwucyfrówki. Dwie celne próby Łączyńskiego i Garbacza dały prowadzenie 68:57. Temperatura podczas spotkania derbowego w ostatnich minutach wzrosła. Sopocianie przez kolejne pięć minut nadrobili niemalże całość strat. Zapalnikiem, dzięki któremu kolejny powrót Trefla okazał się możliwy była gra Addae-Wusu. Amerykanin wymusił stratę Luke’a Barretta, a chwilę później wypatrzył wbiegającego pod kosz Scruggsa.

Kibice na Ergo Arenie byli świadkami prawdziwego konkursu rzutowego. Snajperzy obu ekip wytoczyli działa, seryjnie podwyższając wynik. Jednakże najważniejszym ogniwem okazał się Courtney Ramey. Niedość, że zawodnik z Stanów Zjednoczonych oddawał skuteczne próby zza łuku, w fundamentalnych momentach wymuszał przewinienia rywali.

Jego dwa osobiste najpierw wyprowadziły Arkę na prowadzenie 83:81 na 10 sekund przed końcem. Chwilę później, gdy Witliński wyrównał, Ramey ponownie zdołał stanąć na linii osobistej po interwencji Jakuba Schenka. Z trzech rzutów oddał dwie celne próby, które wystarczyły, aby odnieść zwycięstwo w derbach. Szczegółowe statystki dostępne są pod tym linkiem.

______________________
Trefl Sopot 83:85 Arka Gdynia  | 23:22; 14:17; 20:23; 26:23

Obserwuj portal w mediach społecznościowych