Eurobasket. Polacy w 1/8 finału
Sytuacja reprezentacji Polski przed dzisiejszym spotkaniem z Islandią była bardzo komfortowa. Po imponującym zwycięstwie nad Słowenią i bardzo wymagającym meczu z Izraelem biało-czerwoni byli o krok od całkowitego potwierdzenia awansu. Rywal z pozoru zdecydowanie prostszy, ponieważ wcześniej nie wygrał meczu na Eurobaskecie. Jednak Islandczycy tak łatwo nie oddali inicjatywy.
Choć w pierwszych minutach Polacy bardzo wyraźnie zaznaczyli po co tutaj są, Islandczycy zdołali zniwelować straty do dwóch oczek. Tryggvi Hlinaso popisał się znakomitym alley-oopem, zdobywając dla swojej ekipy dwunasty punkt. Różnica obu ekip do końca kwarty utrzymywała się w granicy jednego posiadania. Po celnym rzucie osobistym Przemysława Żółnierewicza kwartę Polacy wygrali 19:16.
Przewagę biało-czerwoni zaczęli budować od drugiej odsłony meczu. Dobry wynik biało-czerwoni nie od razu zbudowali dobry wynik, ale po drugich dziesięciu minutach schodziliśmy z dorobkiem o dziewięć punktów większych niż rywale. Na satysfakcjonujący rezultat zapracował w dużym stopniu Jordan Loyd, który w ostatniej minucie dołożył dwa celne lay-upy. Choć pod koniec analiza sędziów wzbudziła dodatkowe emocje arbitrzy postanowili przyznać faul niesportowy rywalom.
Islandczycy nie poddali się bez walki
Po powrocie na parkiet dyspozycja biało-czerwonych była bardzo chwiejna. Na podstawie pierwszych akcji można było powiedzieć, iż Polacy mają już bezpieczną przewagę. Po zdobytych pięciu punktach z rzędu przez Mateusza Ponitkę podopieczni Milicicia powiększyli przewagę do czternastu (50:36) punktów. Po akcji z kontry Aleksander Balcerowski rzutem spod kosza prowadzenie urosło do największego w całym spotkaniu. Dzięki środkowemu na liczniku Polski pojawiła się liczba 62, kiedy u Islandczyków rzucili o 16 mniej.
W grę biało-czerwonych wkradła się dekoncentracja. Nasi rywale z każdą kolejną minutą pokazywali, że mają zamiaru przegrać tak wyraźną różnicą. W ostatnich minutach trzeciej odsłony zniwelowali straty do ośmiu punktów. Wprawdzie Polacy po rzucie Olejniczaka ponownie wyszliśmy na prowadzenie dwunastu punktów, ale przeciwnicy zaczęli odrabiać straty. Gdy przez większość spotkania można było oczekiwać spokojnej końcówki, ostatnie minuty całkowicie temu zaprzeczyły.
Elvar Fridriksson po dwóch celnych rzutach wolnych przejął złe podanie Jordana Loyda. Zawodnik przekuł stratę Polaków w celną trójkę dla Islandii. Na pięć minut przed końcem na tablicy wyników widniał wynik 66:64. W ostatnich minutach w Spodku emocje sięgnęły zenitu. Reprezentanci Islandii objęli prowadzenie po raz pierwszy w meczu po pick&rollu ze środkowym. Tryggvi Hlinason efektownym wsadem zmienił oblicze spotkania. Po celnych osobistych Fridrikssona, celną trójkę na remis (73:73) rzucił Kamil Łączyński. Po stracie Islandczyków prowadzenie ponownie wróciło na konto Polaków po rzucie Olejniczaka spod kosza.
Sporo emocji wzbudziła analiza sędziów, w którym analizowano komu zostanie przyznanie przewinienie. Ku szczęściu naszej reprezentacji faul niesportowy przyznano rywalom. Biało-czerwony w końcówce wywiązali się z zadania, wykorzystując zdecydowaną ilość rzutów wolnych. Eurobasket na tym się nie kończy. Reprezentację Polski czeka dzień odpoczynku. Natomiast we wtorek podopieczni Igora Milicicia zagrają z Trójkolorowymi. Jeżeli odniosą zwycięstwo, zagwarantują sobie awans z pierwszego miejsca.
_______________
Polska 84:75 Islandia | 19:16; 22:16; 20:19







